Showing posts with label o jedzeniu. Show all posts
Showing posts with label o jedzeniu. Show all posts

10.1.09

of mice and cakes


a kind of cheesecake with poppy seed and cherries, recipe (in Polish, I'm afraid) from here

sernik z makiem i wiśniami, przepis stąd

1.8.08

Hot, so maybe: / Gorąco, więc może:

not quite lassi, but a nice yoghurt drink anyway:
- thick natural yoghurt
- cold water (I took roughly the same amount of yoghurt and water, together they made a big glass of liquid)
- 1,5 cm of ginger root
- quite generous pinch of salt
- quite generous pinch of ground cumin
- small pinch of dried mint (I'd prefer fresh leaves but I don't have them)

Grate the ginger, mix everything (I used egg whisk to make it frothy) and add some ice if it's still not cold enough.
Photo next time - I was too thirsty this time.
---------------------------------------------------
nie całkiem lassi, w każdym razie niezły napój jogurtowy:
- gęsty naturalny jogurt
- zimna woda (wzięłam mniej więcej tyle samo jogurtu co wody, w sumie wyszła duża szklanka, ok. 350 ml)
- 1,5 cm imbiru
- porządna szczypta soli
- porządna szczypta mielonego kminu (nie mylić z kminkiem :))
- mała szczypta suszonej mięty (wolałabym świeże liście, ale nie mam)

Utrzeć imibir, wszystko wymieszać (użyłam trzepaczki do piany, żeby się zapieniło) i dodać trochę lodu, jak nie jest wystarczająco zimne.
Zdjęcie następnym razem - za bardzo chciało mi się pić.

25.7.08

Before I get back to my illustrations

Inspired by Archana, her beautiful photos here and her chai blog, I decided to make my very poor imitation of ginger tea. I liked it, but I'm not going to admit what I used to make it.

7.6.07

co można z cukinią



wg przepisu stąd, ale z octem winnym, szczypiorem zamiast cebuli i bez grzanek. A i bez anchois oczywiście.
I jeśli się ma małą cukinię to jest raczej porcja dla dwóch osób.

12.1.07

eksperyment - the truth

zaraz się okaże...

Uwaga, uwaga, przedstawiam: Ginger Ale!

Przepis oryginalny w linku powyżej, ale na wszelki wypadek przetłumaczę wszystkim, którzy lubią piwo imbirowe (nie takie jak Gingers) a za to niekoniecznie lubią angielski.
Potrzebne są tylko:
- szklanka cukru
- 1,5 - 2 łyżki świeżo startego imbiru
- sok z jednej cytryny
- 1/4 łyżeczki świeżych drożdży (w przepisie są granulowane, ale użyłam zwykłych)
- woda
- plastikowa butelka 2l i lejek

Do butelki wsypać cukier i drożdże (co może być wyższą szkołą jazdy, ale w końcu się uda), potrząsnąć.
Imbir utrzeć, wymieszać z sokiem z cytryny, wlać do butelki i znów porządnie wstrząsnąć.
Dopełnić butelkę wodą, zostawiając ze 2,5 cm powietrza. Postrząsać aż się wszystko porządnie wymiesza i cukier się rozpuści.
Zostawić w ciepłym miejscu na 24-48h - aż butelka stwardnieje tak, że nie będzię się załamywać nawet przy mocnym nacisku.
Wtedy schłodzić w lodówce przynajmniej przez noc. (Autor przestrzega, że jak się zostawi w ciepłym miejscu na dłużej, to może wybuchnąć. Z tego względu nie należy też używać szklanych butelek).
No i wyszło niezłe. Ewentualnie można poeksperymentować z dodaniem trochę więcej cytryny i imbiru, żeby było jeszcze ostrzejsze.

9.1.07

eksperyment

zrobiłam. Jak wyjdzie, to się przyznam. Jak nie wyjdzie, to pewnie nie...
Ale jestem ciekawa strasznie.
Trzeba poczekać ze 2-3 dni.

11.12.06

pierniczki?


nie wiem, czy tak powinny wyglądać, ale co tam

5.8.06

zupowe eksperymenty

dziś spróbowaliśmy zrobić zupę czosnkową - trochę się obawialiśmy, ale okazała się bardzo dobra; a parę dni temu ciut inna niż zwykle wersja pomidorowej też się udała.

okazało się

że lubimy sushi. Baaardzo lubimy.

13.7.06

ciekawe dlaczego

zawsze chce mi się jeść po północy.
(hyhy, Gremlinsy mi się skojarzyły)

A NKMK robi najlepszą na świecie pieczoną rybę.
I ziemniaczki zapiekane do tego też.
(zjedzone w porze obiadowej, oczywiście)

26.1.06

P.S. bułeczkowe

drugiego dnia też dobre. Nawet trzeciego dnia rano dadzą się zjeść.

24.1.06

jak można robić bułeczki

Można np. wziąć przepis na calzone. (Bardzo fajny zresztą przepis - bierze się mąkę, drożdże, wywar warzywny, kminek i miód.) Wrzuca się wszystko do miski, w proporcjach zgodnych z przepisem (mniej więcej) i zaczyna się wyrabiać ciasto.
Tzn. wkłada się obie ręce do mazi i natychmiast radośnie i kompletnie się do niej przykleja. Miesi się to trochę, miesi, zupełnie bezskutecznie, ale za to wybuchając śmiechem co chwila. Wreszcie woła się NKMK, żeby trochę mąki dosypał. Procedurę powtarza się, aż ciasto przestanie się tak strasznie przylepiać i da się uformować w miękką kulkę. Kulkę wrzuca się do miski wysmarowanej masłem i nie zostawia się wcale w kuchni, bo tam straszne zimno wieje z okapu, tylko stawia się na stole przy kaloryferze. Oczywiście przykrywa się ściereczką.
Po godzinie mniej więcej odkrywa się ściereczkę i dziwi niesamowicie, że ciasto aż tak bardzo urosło. Potem, lekko przyklejając się znowu, należy uformować z ciasta plackowate kulki (obtoczenie w mące trochę zapobiega przyklejaniu). Dobrze by było naciąć je na górze tak jak kajzerki, ale do tego trzeba specjalnych zdolności (a może noża?), bo inaczej nacięcia zarastają.
Potem można już je upiec i cieszyć się, że tak ładnie wyrosły i mają chrupiącą, chlebową skórkę.
I ciekawe, czy jutro będą jeszcze dobre...

4.12.05

eksperyment kulinarny

Zastyga w kuchni. Wygląda zupełnie "niewyjściowo". Ale chyba będzie smaczny.
Robi się go z ze świeżego imbiru, pomarańczy i roztopionej czekolady.