30.5.07

Illustration Friday - Cars

I'm afraid I'm doing it again.
I really like this weekly challenge, and I really love looking at other people's ideas and getting new ideas, and enjoying so many beautiful and interesting illustrations... but I just can't organize my time in a way that would allow me to do this.
I have two ideas this time, I've even sketched them on a piece of paper on the way to work and... they're still waiting for me to finish and post them.
I need somebody to kick me, I think ;)


Update (ekhe, ekhe):

śniło mi się...

a właściwie to po prostu rozmawiałam we śnie po angielsku.
Chyba czas z kimś pogadać na jawie, bo ostatnio to tylko piszę i czytam.

eh (może być też ech)

Biuro zwierząt zauważonych ostatnio albo śpi albo czyta i żadnych zwierząt nie zauważa.
Maki prędzej przekwitną niż doczekają się wzmianki - a pięknie wysypały się wzdłuż torów i na różnych górkach po drodze.
Plackowate* żółte kwiatki zaczynają niezauważenie kwitnąć, zresztą w ogóle pełno kwiecistych kęp po drodze - biało-żółte (z kwiatków, które od zawsze nazywam rumiankami, aczkolwiek nie jestem pewna, czy to faktycznie rumianki), żółte jasne i ciemne, fioletowe z szarawo-zielonymi listkami i czerwonawe, nie do końca kwieciste końce szczawiu. A do tego jeszcze białe, bladoróżowe i różowe różyczki polne, czasem w dodatku wspinające się po drzewach.
I wiem, że nic się nie stanie, jak tego wszystkiego nie opiszę, ale jednak może warto.

*plackowate, bo rosną w takich niziutkich kępkach jak placki

23.5.07

Illustration Friday - Signs


I'm afraid I won't manage to finish it in time.
I have something almost finished but it's quite awful.
In the meantime my husband came up with a better idea but I don't know if I can illustrate it - we'll see.

(Anyway, I'm writing this as a kind of note to self)


Update: So, I've decide to post it anyway (thanks to Laurel's encouraging note), but I left out the colours - it's a bit less awful that way.

15.5.07

Illustration Friday - Citrus


because some cats don't like mandarins...

hmm, it's not very good, I'm afraid. Anyway - my husband reminded me that his family's cat hates mandarins, and I came up with this.

14.5.07

maj szaleje

najpierw było tak:

(słońce, lekki deszczyk, a w tle grzmiało i grzmiało)
Potem lunęło na dobre, słońce się schowało a burza (a może nawet dwie - z przeciwnych stron) zawisła nad nami.
A teraz znów piękne słońce (i kałuża na 3/4 podwórka).

12.5.07

poranny księżyc


5:22 a.m.

10.5.07

Illustration Friday - Neighbour

'Wait a second, sweetie, mummy is just going to borrow some sugar.'

9.5.07

biuro zwierząt zauważonych nieśmiało daje znać o sobie

a tymczasem się uzbierało:
- sarenek (2-3 razy w tygodniu, albo w trójkach albo osobno, czasem na stałym miejscu, czasem w krzakach przy samych torach, zajadające aż się uszy trzęsą, czmychające głębiej w krzaki, błyskające ogonkami, piękne)
- bażantów (codziennie przynajmniej jeden, panowie kroczący dumnie i panie przemykające trochę bardziej płochliwie)
- szpaków (podlatujących na chwilę, a potem ginących w gęstej trawie, buszujących na trawniczkach tuż przy torach tramwajowych)
- sójek (jedna na niskiej gałęzi, zupełnie blisko, druga wysoko, skrzecząca w popłochu i starająca się odstraszyć kota, który wspiął się na jej drzewo)
- zięb (sztuk jeden, pięknie śpiewała i śmiesznie, zupełnie nie po ptasiemu, skradała się po gałęzi)

4.5.07

maj




3.5.07

Illustration Friday - Remember


finally, I've managed to illustrate it, although not very well...